Grand Prix Australii 2015

Już za nami inauguracja sezonu 2015. Jakoś bez fajerwerków przebiegł wyścig na torze Albert Park, a jedyne emocje wzbudzały kolejne awarie bolidów.
Nie dość, że prawie zaspałem na wyścig to nie mogłem dojść co jest grane, że prawie 1/3 stawki nie pojawi się na starcie. Sytuacji nie zmieniła też mocna, parująca zachęcająco kawa- ponownie przetarłem oczy i okazało się prawdą, że byliśmy świadkami najmniej licznego startu do wyścigu otwierającego sezon od 1963 roku. Kłopoty finansowe i skomplikowana zbyt wcześnie wprowadzona rewolucja technologiczna skutecznie przerzedziła stawkę na starcie w Melbourne.
Nie dość, że kierowcy zespołu Manor F1 przez cały weekend robili za statystów na padocku to już przed startem wycofał się Valtteri Bottas cierpiący na problemy z kręgosłupem.Podczas wyjazdu na grid tracimy dwóch kolenych kierowców -tym razem Magnussen i Kvyat padają ofiarami technologii…..
Zatem start…. 15 kierowców, jakoś tak pusto na gridzie, smutno a ja z nostalgią wspominam czasy- nie tak przecież odległe- dwa, trzy sezony wstecz gdzie na gridzie stały 24 bolidy.
Sam wyścig to wzorzec procesji, gdzie brak wprzedzania przeplatany był sporadyczną walką korespondencyjną kierowców raczej z końca stawki i „symptomatycznymi” problemami z przykręceniem lewego tylnego koła ( Ferrari, Toro Rosso). Brak walki na torze i zdziesiątkowana stawka kierowców pozwoliła debuitantom na udany debiut:) Felipe Nasr faktycznie pojechał solidny wyścig a C. Sainz okazał się mocniejszy niż mi się przed sezonem wydawało. Duże punkty dla zespołu Saubera napewno zmyły niesmak sądowego koszmaru ufundowanego przez Giedo van der Garde.
Kierowcy Toro Rosso odnotowali solidny start i udowodnili, że nie są jednak za młodzi na F1. A co z wielkimi F1? byli w wyścigu , walczyli? No byli ale przejechali poprostu 58 okrążeń bez wyrazu ani większej ekscytacji. Mercedes zapewnił sobie już przed sezonem tak gigantyczną przewagę , że właściwie jeżdzi we własnej lidze. Ferrari odrobiło lekcje i za sprawą Sebastiana Vettela dumnie zameldowało się na podium. Był też Williams gdzie F. Massa dowiózł się do mety P4 i zapewne wszyscy będą szczęsliwi z punktów.
O Red Bullu należy wspomnieć tylko z czystej rzetelności. Daniił Kvyat problemy ze skrzynią biegów a jego imiennik Ricciardo zmagał się z zeszłoroczną wydajnością silnika Renault- oj będzie iskrzyło na linii Horner-Abiteboul.
I na koniec kilka słow o McLarenie. Mimo obecności połowy stawki nie zdołali zebrać punktów. Wydajnośc jednostki Hondy wydaje się być na poziomie z zeszłego wieku a niezawodnością też przecież nie grzeszy. Mimo to Jenson Button dojechał do mety na ostatniej pozycji. Wspomniany wyżej Kevin Magnussen padł ofiarą nowej awarii w postaci niewielkiego pożaru silnika a to nowośc w repertuarze Hondy:)
Czytając powyższe można wpaść w nieco przygnęgiający nastrój, ale mam cos na poprawę humoru. Wyścig uratował wywiad po wyścigu w wykonaniu Arnolda „Arniego” Schwarzeneggera- polecam pogooglac w necie jeśli ktoś nie widział. Terminator obudził przysypiające tłumy kibiców, a w tandemie z Lewisem Hamiltonem wzbudzili falę- tak brakujących podczas wyścigu- emocji.Wielkie brawa dla obu gwiazdorów. I’ll BE BACK!!!!!

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Grand Prix Australii 2015

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s