Fresh from Florida!

Macie już dość F1 na chwilę? bo ja szczerze mówiąc tak! O moich wrażeniach z widowiska w Melbourne pisałem wcześniej i wydawało mi się, że temat tego słabiutkiego GP mamy za sobą ale nadal media bombardują nas kolejnymi doniesieniami będącymi niejako „drugą falą” zawirowań wokół naszej ulubionej serii.

Aby odreagować zwróciłem swą uwagę na inny kontynent inne zawody a przede wszystkim totalnie różne podejście do  sportów motorowych i widowiska jakie ze sobą niosą. Wyścig nie tak prestiżowy , bez zbędnego nadęcia, odbywający się spopulowanym przez emerytów zakątku Stanów Zjednoczonych – przez to bliższy kibicom- Sebring 12 Hours.

Amerykański klasyk, bo tak często określa się wyścig „round the clock”, odbywa się tradycyjnie od 1951 na byłym lotnisku z czasów drugiej wojny światowej. Sam tor mimo, że nie tak nowoczesny i pozbawiony fajerwerków i swego rodzaju tandetnego blichtru znanego chociażby z Yas Marina Circuit co roku przyciąga coraz większe rzesze kibiców , dziennikarzy i co ważne- pokaźne grono prywatnych zespołów. Takie połaczenie ludzkiego widowiska, bliskości technologii nieustępującej wiele „królowej wyścigów”  oraz zespołów  , których jedynym celem jest przetrwać dwanaście godzin na torze by wygrać, tworzy pociągającą miesznakę. Start1957Sebring12hr

Już od pierwszych wyścigów na lotnisku Hendrics Army Airfield kibice byli świadkami niezwykłej determinacji i heroicznych pojedynków największych gwiazd wyścigów samochodowych. Kiedyś kierowcy Formuły 1 czy Indy Cars nie byli zobligowani do występów tylko w jednej serii. Zamiast tego brali udział w masie mniej prestiżowych ale bardzo  popularnych pojedyńczych wyścigów . To właśnie występy -miedzy innymi w Serbing 12 Hours -budowały legendy  pokroju Stirlinga Mossa, Dana Gurneya czy Jackyego Ickxa. Znani kierowcy , walka ze zmęczeniem oraz potężnymi maszynami wszystko podane jak na dłoni w świetle  zachodzącego słońca nad Sebring, tchnie w ten wyścig  romantycznego ducha. Właśnie tego pierwiastka ludzkiego heroizmu szukają fani motosportu w wyścigach, pierwiastka tak bardzo odrzucanego w tej chwili przez Formule 1

Z nostalgią wspominam moje pierwsze zachwyty tym wyścigiem datowane jeszcze na długo przed schyłkiem ubiegłego wieku. Mimo, że nie było wtedy wszechobecnego internetu ,streamow, przekazókrohn-racing-finish-12h-sebringw na żywo, śledziłem z zapartym tchem nagrywane na VHS skróty z wyścigów a szczytem ekstazy były pierwsze transmisje na kanale Motors TV.

Ale od wspominek przejdzmy do terażniejszości a właściwie do najbliższego weekendu. W sobotę kierowcy ruszą do 63 edycji opisywanego klasyka. Tegoroczna stawka  to 45 aut w czterech kategoriach.  Faworytami będą jak zwykle kierowcy z amerykańskich garaży : Chip Ganassi Racing , Wayne Taylor Racing  oraz Action Express Racing.

Jednak Sebring 12 Hours to nie tylko wielcy z Ameryki. Również polski kibic znajdzie coś dla siebie. W ostatniej chwili  do stawki kierowców w klasie GTD(GT Daytona) dołaczył nasz rodzynek Kuba Giermaziak.  Jego solidny występ w pierwszej rundzie USCC w Daytona 24h pozwala mieć nadzieję na wysokie miejsce również w sąsiednim Sebring.

Ah no i byłbym zapomniał, zaraz po starcie odbędzie sie Bikini Contest  co dodaje kolejnego wymiaru/rozmiaru jednemu z moich ulubionych wyścigów;)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s